Informacje o metodzie

teriapia1Terapia jąkania metodą trwałej normalizacji mowy jest efektem kilkudziesięciu lat pracy pracującej w Moskwie logopedy prof. Lilii Arutiunian. W połowie lat 90 metoda zaczęła zyskiwać popularność także w Polsce, a kilku logopedów wykształconych przez samą autorkę, zaczęło z sukcesem pracę z osobami jąkającymi się.

Zapraszam do zapoznania się z tekstem wykładu, wygłoszonego przez prof. L. Arutiunian na konferencji logopedycznej w Radomiu w 2004 r.

PROGRAM TRWAŁEJ NORMALIZACJI MOWY OSÓB JĄKAJĄCYCH SIĘ

L. Z. ARUTIUNIAN

SZANOWNI PAŃSTWO!

Opowiem Państwu o opracowanym przeze mnie programie trwałej normalizacji mowy jąkających się. Droga do jego wydania była długa i nie była prosta. Zajęła mi ona ponad 40 lat pracy badawczej i praktyki. Były to lata ciągłych poszukiwań, popełnianych błędów, nowych pomysłów. Jednakże teraz jestem szczęśliwa, bo mogę powiedzieć, że wiem jak leczyć jąkanie.

Opracowany program pozwala leczyć czynnościowe zaburzenia jąkania oraz jąkanie pochodzenia organicznego. Metodyka opracowana jest dla dorosłych, młodzieży oraz dzieci w wieku przedszkolnym. Leczenie prowadzi się w grupie składającej się z 3-5 osób. Intensywny kurs trwa 12 dni (5-6 godzin dziennie). Następnie przez siedem miesięcy spotykamy się z pacjentami raz w miesiącu. Spotkania trwają 2-3 dni.

Dobieramy pacjentów do grupy nie kierując się różnicą, typem i nasileniem jąkania. Z doświadczenia wynika, ze w ramach metodyki dla pacjentów z różnymi wyjściowymi charakterystykami może być wykorzystane jednakowe podejście z uwzględnieniem indywidualnych cech każdego z nich.

Wyniki uzyskane po intensywnym kursie leczenia stanowią około 100% wyleczonych, natomiast wyniki badań przeprowadzonych po upływie roku wykazały, że wyleczonych było nie mniej niż 70%. Przy czym przypadki niepełnego wyleczenia - co może mieć miejsce, nie zależą od typu i stopnia zaawansowania jąkania, a związane są z indywidualnymi cechami pacjenta oraz zależą od stopnia jego zaangażowania. Ocena rezultatów leczenia jąkania nie jest zadaniem prostym, ponieważ objawy jąkania są często ukryte i trudno jest je zauważyć i ocenić.

Jąkanie przebiega wyjątkowo niestabilnie. Wystarczająco płynna mowa jąkających w jednej sytuacji może nagle zmienić się, jeżeli jąkający znajdzie się w innej sytuacji. I dlatego, rozmowa w gabinecie logopedycznym, rozmowa przez telefon i dzienniki pisane przez pacjentów - nie dają obiektywnej oceny wyników leczenia. W przeciągu wieloletniej praktyki przy ocenie rezultatów leczenia uznaliśmy za istotne wprowadzenie dzienników pacjentów. Dokumentację pacjentów wzbogaciliśmy o również o charakterystyki problemów, dostarczanych nam przez rodziców i nauczycieli.

W czasie ostatnich dwóch lat, prowadzimy systematyczną i wielostronną dokumentację wyników w okresie całego kursu leczenia. To umożliwiło nie tylko uwiarygodnienie wyników, ale i uniknięcie wielu błędów w czasie terapii, zauważalnie podniosło efektywność i skróciło czas leczenia. Ważne jest również, że dokumentowanie wyników pozwala na przejście do następnego etapu terapii tylko wtedy, kiedy cel poprzedniego został osiągnięty.

Doszliśmy do wniosku, że wskazane jest oceniać mowę pacjentów według następujących parametrów:

  • płynność mowy, którą określa się ilością zająknięć,
  • stan wewnętrznego spokoju w czasie mowy,
  • pewność siebie w czasie mowy,
  • brak natrętnych myśli i sposobów, które pozwalają ukryć wadę,
  • wyrazistość mowy,
  • umiejętność utrzymania kontaktu wzrokowego ze słuchaczem,
  • umiejętność wypowiadania się zdaniami rozwiniętymi,
  • umiejętność - otwarcie, spokojnie, z godnością poinformowanie o fakcie uczestniczenia w terapii jąkania

Do oceny mowy pacjentów wykorzystuje się dziennik, ustne i pisemne informacje rodziców, rodziny, nauczycieli i kolegów.

W czasie intensywnej terapii pacjenci prowadzą codzienne zapiski, obrazujące ich odczucia związane z terapią.

Do oceny mowy pacjentów z postronnymi słuchaczami wykorzystuje się specjalnie opracowane kwestionariusze, które pozwalają ocenić zarówno mowę w emocjonalnie różnych, ale ważnych dla pacjenta sytuacjach, jak i stopień komunikacyjnej aktywności pacjentów.

W czasie całego kursu, między kolejnymi spotkaniami pacjenci wykonują samodzielnie zaleconą pracę oraz zdają szczegółowe relacje o jej efektach.

Dla nas ważne jest, żeby zrozumieć, kiedy jąkający przestał się jąkać. Jestem przekonana, że mowa została znormalizowana na stałe, kiedy pacjent w ciągu roku od początku terapii nie odczuwa ciężaru przy wymowie wyrazu, nie odczuwa logofobii, a jego mowa jest związana ze spokojem i jeżeli w czasie mowy nie ma natrętnych myśli. W żaden sposób nie ukrywa jąkania i mówi bez kontrolowania się. Kiedy on osiąga takie rezultaty my obserwujemy pacjentów jeszcze rok. W ciągu którego co miesiąc oni zdają egzaminy mowy przed audytorium bezstronnych słuchaczy (nie mniej niż 20 osób). W związku z tym zdawanie egzaminów jest konieczne, gdyż u jąkających w sposób szczególny rozwinięta jest "czarna wyobraźnia". Z zasady wyolbrzymiają oni wszystkie problemy związane z mową. Nawet najmniejsze niepowodzenia stają się katastrofą.

Po co potrzebne są egzaminy mowy?

W ciągu roku w czasie terapii, jąkający mówi dobrze, ale u niektórych przed końcem terapii, kiedy przychodzi świadomość, że trzeba rozstać się z logopedą, mogą nasuwać się różne myśli poza aktem mowy.
Np. "ON" ogląda telewizję, słucha cudzej mowy i nagle myśli - "wcześniej ja bałem się tego słowa, niedługo terapia skończy się i może ja znowu zacznę bać się". I dlatego po skończeniu terapii pacjenci zdają egzaminy przez cały rok, nie spotykając się z logopedą i nie pracując nad mową, żeby mogli utwierdzić się w możliwości normalnego mówienia.

Teraz chciałabym krótko zatrzymać się na niektórych pytaniach dotyczących patogenezy jąkania, które to określiły moje podejście do jego leczenia i chociaż w większości będę opierać się na już znanych teoriach naukowych, to uważam za konieczne przekazać swój osobisty pogląd na te problemy, aby stały się zrozumiałymi.

Zgodnie z licznymi danymi i opierając się na własnych badaniach myślę, że przyczyną powstania zacięć w jąkaniu jest zakłócenie samoregulowania mowy oraz zakłócenie wewnętrznej synchronizacji naturalnego cyklu mowy. Może być ono spowodowane zniekształceniami w przekazie lub nadawaniu sygnałów w kanale słuchowym w sprzężeniu zwrotnym. Prawidłowość tej hipotezy potwierdza ten fakt, że wprowadzenie zewnętrznej synchronizacji np. wprowadzenie metronomu, chóralna mowa, mowa z logopedą, usuwa zacięcia.

Wiadomym jest, że na początku zacięcia mogą powstać zarówno na podłożu stresu, jak i bez wpływu stresu. I można powiedzieć, że wady zapisują się w długotrwałą pamięć w zależności od tego, na jakim tle powstało jąkanie.
W tym przypadku, kiedy jąkanie nie powstaje na tle stresu, w długotrwałą pamięć zapisują się same zacięcia. Takie jąkanie rozwija się przeważnie na tle opóźnionego rozwoju mowy. Dalszy rozwój jąkania niewiele zależy od sytuacji, w których dokonywany jest akt komunikacji w kontaktach osobistych, a zacięcia mogą ujawnić się poza aktem komunikacyjnym także w czasie mówienia w samotności. We wszystkich innych wypadkach w długotrwałą pamięć zapisuje się zająknięcie powstające na tle stresu. Jeżeli stan stresu powstaje w procesie komunikacji po raz drugi, to narusza wewnętrzną synchronizację naturalnego cyklu mówienia i jako następstwo doprowadza do nowych trudności w mówieniu... Jeżeli jąkanie zostało zapisane w długotrwałą pamięć na tle stresu, to można wydobyć go z tej pamięci na tym samym tle.

Kiedy jąkający uświadomi sobie, że się jąka, źródłem negatywnych emocji jest sam akt mowy. Już myślenie o nim zmienia funkcjonowanie mózgu, a razem z nim i samą mowę. Z czasem każdy jąkający ma swoją hierarchię komunikacyjnych trudności, którą ustala sam. Takie podejście pozwala zrozumieć wiele paradoksalnych cech jąkania, pozbawia go aureoli zagadkowej choroby. W związku z tym wielu nauczycieli nie potrafi zrozumieć osób, które płynnie mówią na przerwie, kiedy nie ma stresu, natomiast na lekcji nie mogą powiedzieć ani słowa. Nauczyciel może pomyśleć, że uczeń symuluje. Jąkanie można porównywać do kameleona, który może zmieniać się co minutę w zależności od środowiska, w jakim się znajduje i dlatego logopeda, który obserwuje swoje dzieci tylko w gabinecie, może być zadowolony ze swoich wyników pracy, ale nie zawsze może sobie wyobrazić, że jego dobry uczeń, nagle w ciągu minuty od nowa staje się ciężko jąkającym.

Poza tym, jak wyjaśnimy centralny mechanizm pojawienia się nowych zacięć od momentu uznania wady, jąkanie ma własną drogę życia. Stopniowo narastają neurotyczne kompleksy, które z kolei obciążają zakłócenia mowy, tworząc patologiczny zamknięty krąg. Przy tym jąkanie przywłaszcza sobie rząd funkcjonalnych systemów organizmu i gruntownie zniekształca się ich praca. Zgodnie z koncepcją prof. dr hab. N.P. Biechtieriewoj charakteryzujemy jąkanie jako stały stan patologiczny. "On tworzy się przy przebudowie aktywności wielu systemów i struktur mózgu, z założenia wcześniej nie dotkniętych." Jedną z głównych cech trwałego stanu patologicznego jest jego skłonność samostanowienia i samopodtrzymywania. Stąd złożoność pokonywania jąkania. Można przypuszczać, że w przypadku jąkania stały stan patologiczny kształtuje się w rezultacie ustawicznego hiperaktywnego połączenia struktur limbicznych do aktu werbalnej komunikacji, to znaczy, że od tego momentu emocje wiążą się z mową. Właśnie sami jąkający przyjmują swoją wadę głównie nie jako niepłynność mowy, a jako stan ustawicznego niepokoju w czasie mowy (ciężkość wypowiadania słów, ucisk w piersi itp.) możliwe, że z tej przyczyny oni najczęściej wykorzystują w czasie kontaktów osobistych wyższą tonację głosu. Naszym zdaniem, od momentu aktywnego włączenia się struktur limbicznych do aktu mowy, jąkanie staje się mechanizmem trudno odwracalnym. W czasie pracy z jąkającymi, aby lepiej mogli zrozumieć co to jest stały stan patologiczny, proponuję, aby wyobrazili sobie "jamkę, w której leży kulka". Kiedy oni to sobie wyobrażą, to rozumieją, że nie wolno zakończyć pracy dopóki nie przeniesiemy tej "kulki do innej jamki" - "jamki normalnej mowy", to znaczy dopóki nie pojawi się normalny stały stan. Jeżeli nie skończymy pracy nad sobą kulka wróci na swoje miejsce, tak jak wszystko w przyrodzie dąży do stałego stanu. Ta analogia pozwala zrozumieć, że nie można przerywać pracy nad mową. Wtedy staje się zrozumiała myśl, że jąkanie przechodzi na zawsze, kiedy normalny stan zostaje na stałe. Od kiedy zrozumiałam, że jąkanie to stały stan patologiczny, zmieniło się moje podejście do metodyki terapii jąkania, do prognozy w terapii i problemu nawrotów. Stało się oczywiste, że nie można wyleczyć jąkania korygując tylko niektóre oddzielne objawy.

Najważniejsze w terapii, to uformować nowy stały-stereotyp mowy w procesie aktywnego uczenia się. Ważną zasadą metodyki jest myśl mocnego i ostrego oderwania od jąkania. Przy tym należało znaleźć właściwy punkt wyjścia. Takim punktem wyjścia i centralnym ogniwem w kanałach mowy i zakłóceń mowy jest "triada" jąkania. Oderwanie się od jąkania, tylko wtedy przebiega szybko, kiedy my działamy od razu we wszystkich trzech kierunkach i dokładnie niszczymy całe drzewo, nie zostawiając ani jednego korzenia, ani jednej gałązki.

Pracując z jąkającymi, ciągle zastanawiałam się nad jednym - dlaczego jest tak dużo dobrych prac naukowych na temat jąkania, a do tej pory nie pojawiła się metodyka, pozwalająca na zawsze normalizować mowę jąkających.
Wyobraźmy sobie jąkanie jako obraz mozaikę. Każdy uczony szczegółowo i dokładnie bada kilka elementów tej mozaiki nie widząc całego obrazu, a jąkanie to złożony i skomplikowany obraz.
Żeby podkreślić całościowy charakter jąkania i skład jego elementów, a także prześledzić przyczynowo - skutkowe związki, będzie wygodniej przedstawić go w formie drzewa.

Najważniejsze w tym są jego trzy korzenie. Nazwijmy je "triadą jąkania". Pierwszy korzeń to niepłynność mowy. Drugi - uczucie niepokoju towarzyszące jąkaniu, napięcie emocjonalne związane z aktem mowy. Trzeci korzeń - to chęć ukrycia wady, związana z uświadomieniem sobie faktu jąkania. To zdarza się w różnym wieku, czasami bardzo wcześnie. Wszystkie te korzenie splatają się ze sobą. Korzenie tego drzewa rodzą pień - pień strachu przed mówieniem, pień logofobii, który nie jest proporcjonalny do zająknięć na ustach.

Do tej pory walczyliśmy z logofobią różnymi sposobami np. farmakologicznie, hipnozą itp. Logofobia zawsze będzie żyć, dopóki nie usuniemy korzenia, z którego ona wyrasta. Z upływem lat traumatyczne doświadczenie powiększa się, każdy nieudany wynik jest zarejestrowany przez mózg, a to rodzi natarczywe myśli, które są jedną z mocnych gałęzi drzewa jąkania. Do tego odnoszą się również liczne wybiegi skierowane na to, aby ukryć wadę, czasami stan hipochondrii. Jednakże należy pamiętać, że najważniejszą jest "triada" jąkania. Ona występuje we wszystkich jego formach, niezależnie od ciężkości.

Widoczne objawy jak: niepłynność mowy i logofobia to tylko czubek góry lodowej, często mają mniejsze znaczenie niż pragnienie ukrycia wady i patologicznie zmieniony stan funkcjonalny w procesie komunikacji, z których jąkający często nie zdaje sobie sprawy.

Powtarzające się w ciągu długiego czasu mowne zacięcia, prowadzą swoją niszczycielską pracę. Psują one tempo i rytm mowy. Zostaje naruszona syntagmatyczna pauza. Jak zawsze przy stałym patologicznym stanie liczne systemy organizmu pracują na tę chorobę. Główna zasada, która jest podstawą całej metodyki - to kształtowanie nowego stałego słownego stereotypu w procesie aktywnego wyuczenia mózgu, a nie poprawienie tych lub innych stron jąkania.

Nadzwyczaj ważne jest to, że opracowana metoda pozwala pacjentom mówić bez jąkania już od pierwszych dni terapii.

Sprecyzujmy , co rozumiemy pod słowem „nie zająknąć się”. Uważam, że podstawą jąkania jest wspomniana triada: chęć ukrycia wady, niepokój związany z aktem komunikacji i niepłynność mowy. Dlatego z mojego punktu widzenia, można powiedzieć, że człowiek nie zacina się, jeżeli w sytuacjach znaczących emocjonalnie zdolny jest mówić bez zacięć, nie dąży do unikania trudnych sytuacji i trudnych wyrazów, nie ukrywa faktu leczenia się, wypowiada słowa łatwo i odczuwa spokój w czasie mówienia.

„Nie zająknąć się” - to podstawa sukcesu w trakcie całej terapii Uważam, że bezsensownym jest leczenie jąkania na tle jąkania.

Fraza „ja więcej nie zająknę się” jako dewiza, jako określenie celu, powtarza się na każdym etapie leczenia z tą tyko różnicą, że mowa pacjentów stopniowo staje się naturalną, z normalnym tempem, intonacją, złożonością i długością wypowiedzi.

Po to, żeby na początku wykluczyć jąkanie, zajęcia prowadzi się przez pierwsze dziesięć dni przy znacznie ograniczonym mówieniu. Spontaniczne mówienie w ogóle nie istnieje. Na pewien czas zatrzymujemy stary patologiczny system mówienia, a samą pracę korekcyjną zaczynamy nie od słów, ani zdań tylko od najmniejszej cząstki - sylaby, dlatego, że sylaba "zarażona" jest jąkaniem. Zrozumiałym jest, to że jeżeli pominiemy pracę nad sylabą, ryzykujemy budowę domu dobrego mówienia z cegiełek o niskiej jakości i nie możemy odpowiadać za "sukces" takiego budownictwa.

Kamieniem węgielnym tej metody, jest sposób leczenia oparty na zsynchronizowaniu mowy z ruchem palców dominującej ręki, ręka dyktuje rytmiczno - intonacyjny rysunek frazy. On usuwa samą przyczynę powstawania jąkania - naruszenie wewnętrznej synchronizacji mowy i spełnia rolę biologicznego metronomu. Ten sposób jest uniwersalny. Już w pierwszych dniach leczenia pozwala usunąć słowne zacięcia, uporządkować elementy prozodyki (rytm, tempo, melodia) i utrwalić nawyki płynnej mowy, tak w funkcjonalnym, jak i organicznym jąkaniu.

W pierwszym przypadku, pomimo usunięcia braku płynności mowy, pacjentom obniża się skupienie uwagi na akcie mowy. Po drugie ten sposób pozwala uzupełnić funkcję kontroli czasu, włączając wiele normalnie funkcjonujących analizatorów i alternatywnych kanałów sprzężenia zwrotnego. Wyuczona ręka jest jakby pamięcią nowego stereotypu, a z biegiem czasu staje się automatycznym kontrolerem mowy i nowego wewnętrznego stanu pacjenta. Kiedy nowy stereotyp normalnej mowy jest ukształtowany, potrzeba używania ręki zanika.

Bardzo ważnym składnikiem metody jest kształtowanie nawyku spokoju, związanego z aktem mowy. Dążymy do tego, aby cała mowa pacjentów była nim przesiąknięta. Można powiedzieć, że jąkającym nie jest znany stan spokoju w czasie kontaktów osobistych. Również poza aktem mowy zajęci są oceną zaistniałej sytuacji słownej, przeżywaniem jej i prognozowaniem kolejnej. Wtedy zawsze towarzyszy im niepokój. Utrwalona przez emocjonalną pamięć trwoga, towarzyszący jej proces mowy, staje się dla nich na tyle nawykiem, że w istocie można mówić o "refleksie trwogi". Natomiast, żeby osiągnąć stałą normalizację mowy, należy przeciwstawić "refleksowi trwogi" - "refleks spokoju". Wypracowujemy go na zajęciach logopedycznych a następnie w kontaktach towarzyskich. Na początku uczymy odczucia rozluźnienia i spokoju nie w akcie mowy, a następnie wiążemy odczucie rozluźnienia i spokoju z aktem mowy. W celu kształtowania takiego nawyku wykorzystujemy ruch palców. Początek i koniec każdego odcinka mowy naszych pacjentów wiąże się ze stanem rozluźnienia i spokoju.

Wypracowując nowy, związany z ruchem ręki nawyk, w pracy nad głosem i intonacją kładziemy większy nacisk na nierozerwalny związek mowy i ruchu (mimiki, gestu itp.). To właśnie one warunkują kształtowanie intonacji , w przeciwieństwie do braku ruchu, który zakłóca intonację i funkcję komunikatywną mowy.

Już dawno doszłam do wniosku, że główne leczenie jąkania powinno przebiegać nie w gabinecie logopedycznym, gdzie pacjenci pracują jak na maszynie treningowej, a w środowisku naturalnym. W związku z tym szczególną rolę w procesie terapii przypisujemy treningowi mowy w różnych sytuacjach.

W istocie, cały kurs leczenia trwa 7 miesięcy, przedstawia system intensywnego treningu mowy z etapem poprzedzającym przygotowanie do każdego cyklu. W czasie treningu mowy w warunkach naturalnych kontaktów osobistych pacjenci konsekwentnie pracują nad sobą i doprowadzają do automatyzacji wszystko to, czego uczą się w gabinecie logopedycznym.

Innym ważnym aspektem naszych treningów jest to, że pozwalają one przy pomocy małych kroków ciągle osiągać nowe pozytywne wyniki, zbliżając pacjentów do celu. Jak wynika z praktyki, to jedyny sposób, pozwalający z nadzieją kształtować i podtrzymywać motywację. Wcześniej zgadzałam się z naukowcami, że jąkających trudno zmotywować. Zadawałam sobie pytanie - co zrobić, aby motywacja u jąkającego wzrosła? W pewnym okresie trudno ich było zmusić do pracy, a ja w tym czasie zgadzałam się z Merkelem, że jąkanie to choroba woli, tylko wydawało mi się dziwnym, że pracowici i zdolni ludzie, jakimi są jąkający, nie umieją pracować nad mową. Po dostosowaniu zadań dla każdego z nich, pozytywny rezultat po wykonaniu zadania pobudziły motywację i chęć wykonania następnego. I na odwrót, niepowodzenia, przy zadziwiająco rozwiniętej u jąkających się "czarnej" wyobraźni, nadszarpują wiarę w sukces doprowadzając do utraty motywacji.

Z uwzględnieniem powyższych okoliczności został zbudowany schemat treningów mowy na każdym etapie leczenia.

W 3 - 4 dniu leczenia pacjenci zaczynają zadawać pytania, wykorzystując bardzo wolną sylabową mowę. Wiadomym jest, że ona pozwala wykluczyć zacięcia praktycznie przy różnym stopniu ciężkości wady. Co jest jeszcze bardzo ważne, ważnym jest pojawienie się możliwości odczuwania rozluźnienia i spokoju w czasie rozmowy z obcymi. Takiego rodzaju rozmowa sprawia znaczne psychologiczne trudności jąkającym. Aby pacjenci zdecydowali się na tak trudny krok, trzeba znaleźć wszelkie argumenty, które pomogłyby zrozumieć, że to jest rzeczywiście konieczny. Dla ułatwienia tego zadania, na własnym przykładzie logopeda pokazuje, że jest to w pełni realne. Kiedy tylko odważą się mówić wolno na ulicy, patrząc ludziom prosto w oczy - jąkanie już nie ma władzy nad nimi. Po kilku dniach treningu z osobą towarzyszącą pacjent sam wychodzi na ulicę i jest w stanie wykonać swoje zadanie.

Z jednej strony intensywne treningi pozwalają skoordynować pracę ręki ze stanem rozluźnienia i spokoju, zaś z drugiej strony stałe mówienie z ręką doprowadza do tego, że sam akt mowy zaczyna asocjować z rozluźnieniem i spokojem.

W podsumowaniu - dzięki ręce nowe mówienie staje się źródłem spokoju, w przeciwieństwie do starej mowy związanej ze strachem.

W istocie jak tylko po wstępnym przygotowaniu, ręka włącza się do pracy, zaczyna się stanowcze odejście od jąkania. Na początku mało zauważalne, a potem coraz szybsze.

Pierwsze pytania, co stale podkreślamy, jeżeli są bez zacięć nie są związane ze stresem to mało "kosztują". Następne zadanie jakie stawiamy przed pacjentami, to kontakt wzrokowy w czasie mówienia, łagodny atak na dźwięk i rozluźnienie związane z mową.

Cała praca powinna przebiegać bardzo intensywnie.

8 - mego dnia intensywnego kursu leczenia pacjenci, mimo powolnego mówienia, zaczynają występować publicznie w różnych klasach w szkole. Po zakończeniu intensywnego kursu, każdy pacjent otrzymuje list do szkoły, pracy, środowiska w którym obcuje. W liście tym prosi się, aby pacjenci w ciągu pierwszych miesięcy rozmawiali na każdym kroku, tylko powoli, jąkających uczniów jak najczęściej pytać tylko krótko i niekoniecznie na ocenę. Celem jest trening mowy. Oprócz tego prosimy o wsparcie psychiczne.

Obowiązkiem rodziców jest nawiązanie ścisłych kontaktów z nauczycielami i od czasu do czasu uczestniczenie w lekcjach. O każdym zauważonym błędzie należy powiadomić logopedę. Nie jest możliwe, aby praca korekcyjna przebiegała bez ścisłego związku rodziców ze specjalistą.     Oprócz wystąpień w szkole, instytucie, rozmów w pracy pacjenci ciągle rozszerzają krąg kontaktów osobistych np. występują w innych szkołach, kontaktują się z innymi instytucjami, utrwalając i sprawdzając swoje nowe nawyki mowy i zachowania. Znaczącą rolę w leczeniu odgrywa samodzielna praca i zrozumiałym jest, że jakość tej pracy to sukces w leczeniu.

Przemyślane zadania, ich uczciwe i dokładne wykonanie. pozwala pacjentom już w czwartym miesiącu leczenia osiągnąć względnie płynną mowę z ręką w normalnym tempie. Przy wewnętrznym spokoju i wierze w sukces leczący się często przewyższają wielu ludzi normalnie mówiących. W czasie praktyki rodzi się i utrwala wiara, że powrót do jąkania nie jest możliwy.

Jeżeli wziąć pod uwagę trwałość jąkania, jego zdolność do samoodnawiania się, a także uwzględnić zachowaną pamięć poprzedniego mownego stereotypu, to staje się jasne, że pełna normalizacja mowy jest procesem długim. Więcej, jeżeli nie doprowadzi się do końca pracy nad normalizacją mowy, to jąkanie może powrócić. I tylko wtedy, kiedy nowy słownoruchowy nawyk jest zautomatyzowany, pojawia się nowy, normalny, trwały stan i wszystkie kompensacyjne możliwości mózgu są skierowane na to, aby utrzymać ten stan. Tak jak wcześniej mózg utrzymywał stan patologiczny. Należy zatrzymać się na istniejącym wśród logopedów poglądzie, że "duża liczba jąkających nie poddaje się terapii (jest oporna na terapię)zawsze możliwy jest nawrót./ / . Wielu specjalistów wyodrębnia szczególne rodzaje jąkania, w których "można prognozować brak efektów terapii".

Nie podzielam tego punktu widzenia. Z całą odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że przy wykorzystaniu danej metody w mojej praktyce nie spotkałam jąkania, którego nie można wyleczyć. Nie twierdzę, że wyleczyć jąkanie jest łatwo. Do tego jednak potrzebna jest olbrzymia praca logopedy i pacjenta. Jeżeli wykona się ją rzetelnie, to we wszystkich przypadkach sukces jest gwarantowany.

PAMIĘTNIKI

Aby pokazać, jak mogą być aktywni pacjenci w procesie leczenia przedstawię wybrane fragmenty pamiętników dwóch osób z jednej grupy.

W. T. 34 lata

Przed leczeniem

Przy jąkaniu mocno naprężają się mięśnie twarzy i szyi. Trudno rozpocząć mówienie, w ogóle wycisnąć z siebie jakikolwiek dźwięk. Kłębi się tylko jedna myśl, myśl o obowiązku publicznego wystąpienia i ona mnie przeraża. Bardzo często nie mogę wymówić swojego imienia.

I wszyscy ze zdumieniem pytają mnie: - "Co ty, zapomniałaś swoje imię?"

FRAGMENTY Z PAMIĘTNIKA W PROCESIE LECZENIA

  • Pełne milczenie wcale mnie nie peszy, a na odwrót, trochę mi się podoba. Nadzwyczajne, ja znajduję się w stanie pełnego spokoju. W metrze próbowałam wydychać dźwięki. Dobrze, nikt nie słyszy. Psychicznie przygotowuję się do dnia jutrzejszego. Do tej pory wydobywałam z siebie tylko dźwięki lub oddzielne sylaby.
  • Głównym moim osiągnięciem w tych dniach jest to, że podchodzę do ludzi bardziej spokojna, patrząc im w oczy i uśmiechając się. Wcześniej to było ponad moje siły. Oprócz tego ja mogłam podejść tylko do ludzi starszych. Teraz podchodzę do młodych chłopców i dziewcząt, młodych małżeństw i spotykam się z życzliwym przyjęciem i normalnym stosunkiem.
  • Dzisiaj przed wystąpieniem w szkole bałam się i myślałam, że będę się jąkać. Ale wszystko przeszło pomyślnie. Takie momenty bardzo cieszą i dodają sił. A teraz najważniejsze - więcej pracować.
  • Minęło mniej niż dwa tygodnie od dnia, gdy zakończył się 12 dniowy kurs leczenia. Coraz bardziej przyzwyczajam się do powolnej mowy i czuję się spokojnie i pewnie.
  • Pierwszy dzień mojej pracy po kursie. Weszłam do sekretariatu i dyrekcji. Sekretarz naukowy powiedziała mi, że taka mowa uspokaja, a inna pracownica powiedziała, że ja jestem jedynym spokojnym człowiekiem w naszym instytucie. W taki sposób zostałam szybko zaakceptowana przez zespół pracowników.
  • Dzisiaj byłam w galerii Sziłowa z Nataszą i Sergiejem. Natknęliśmy się na drzwi z napisem "Dyrekcja".

— My tutaj — mówię.

Postanowiliśmy wejść. Rozmawialiśmy z sekretarką. Ona oczywiście zapytała, dlaczego my tak mówimy. Wyjaśniłam przyczynę.

— Chce pani pracować jako kto? — zapytała.

— Zobaczymy — mówię — co zaproponujecie i za jakie pieniądze. Mogę pracować przy komputerze. Ona zaproponowała nam pójść do działu kadr, ale tylko w dniu roboczym. Zapisaliśmy nr telefonu i wyszliśmy.

  • Dzisiaj weszłam do agencji transportu i kas lotniczych. Wystrój był bardzo spokojny i przyjemny, ludzie też. Ważne było to, że zawsze można znaleźć temat do rozmowy. Rozmawiałam. Swoją mowę zapisywałam na dyktafonie. Słysząc ją odczuwałam, że jest normalna na tym etapie leczenia, to znaczy troszkę za wolna. Ale kiedy przesłuchałam taśmę, okazało się, że nie wszystko jest tak, jak powinno być. Rozmawiałam bardzo szybko. Słuchając pozostałych zapisów zrozumiałam, że nie jest to jedyny przypadek. Wcześniej mało pytań , które zadawałam na ulicy, zapisywałam i jest możliwe, że nie zauważyłam błędów.
  • Rano weszłam do dyrektorki szkoły. Przyszłam ze swoimi problemami. Porozmawiałam z nią normalnie. Następnie pojechałam do sądu rozjemczego, żeby wystąpić na posiedzeniu sądu. Przyszło mi występować w sali sądowej po wysłuchaniu kolejnego procesu. Stresującą była już sama sytuacja. Później wyjaśnili mi, że wiele osób traci dar mówienia przy wejściu do sali. W sali siedziały 4 osoby. Trzech sędziów i pomocnik sędziego. Sędziowie siedzieli w togach przy dużym stole pod herbem i flagą. Obok pomocnik sędziego przy komputerze. Wszyscy oprócz jednej sędziny (mojej znajomej) coś dziarsko pisali. Wstałam i zaczęłam mówić. Po krótkiej wypowiedzi (max 5 min.) mówię:

— A teraz możecie państwo zadawać pytania.

— I tutaj wszyscy ożywili się i uważnie na mnie popatrzyli.

— Ja nie mam pytań — mówi przewodnicząca.

— Jak to, nie ma pani pytań. Trzeba o cokolwiek zapytać — trąca w bok przewodniczącą inny sędzia. Przewodnicząca poczuła się niezręcznie i zadała pytanie. Później pytania posypały się. Włączyli się wszyscy. Dyskutowali z dużym zainteresowaniem około 20 minut. Poświęcić mnie jednej tyle czasu. Sędziowie na niektóre sprawy mają przeznaczone 15 minut. Mają również ogromny nawał pracy. Na sprawie czułam się zupełnie spokojnie i pewnie. Sędziowie to zauważyli. Stwierdzili, że byłoby korzystnie nauczyć każdego człowieka takiego spokoju i w różnych sytuacjach. Czułam, że po tym wszystkim odniosłam zwycięstwo.

  • Dzisiaj z Nataszą i Sergiejem poszliśmy do Akademii Malarstwa występować przed studentami. Otoczenie było bardzo życzliwe. Słuchali nas z uwagą i zainteresowaniem. Po raz pierwszy czułam się tak swobodnie w czasie wystąpienia. Audytorium nie było duże i nie małe (15 - 20 osób).
  • Tutaj troszkę odejdę od tematu i opowiem, co było następnego dnia po moim wystąpieniu w sądzie. Wspominali mnie. Sprawa miała się tak. Sędziowie, którzy tego dna sądzili, mieli różne poglądy na temat sprawy i posprzeczali się. Po kolejnym boju słownym, mężczyzna popatrzył na nieopanowana kobietę i mówi: — Słuchaj, ciebie trzeba wysłać na takie kursy, na jakie chodziła ta młoda kobieta, która była tutaj wczoraj. Rączkę na biodro trzeba położyć, paluszkami poruszać i od razu będziesz spokojniejsza. — Oto jak ludziom zapadło w pamięć moje wystąpienie.
  • W pracy uszczęśliwili mnie wiadomością o nadchodzącej atestacji (ocenie). Na początku chcieli mi ułatwić ten proces i powiedzieli, żebym tylko pokazywała rysunki z wynikami i praktycznie nic nie mówiła. Ale ja na taki "wykład", oczywiście, nie zgodziłam się. Jeżeli już występować, to na pełnych prawach. Tym bardziej, że jest to wspaniały trening. A że atestacja przejdzie pomyślnie, jestem o tym absolutnie przekonana. Jeżeli wszystko się uda, to będzie prawdziwe zwycięstwo.
  • Dzisiaj występowałam na laboratoryjnym seminarium z powodu atestacji (oceny do awansu). Szczególnego stanu stresu przy tym nie odczuwałam, ponieważ wszyscy mnie znali. W związku z ograniczonym czasem mówiłam bardzo krótko.
  • Zaczęłam rozumieć, że rozmowy ze współpracownikami laboratorium nie są już treningiem. Wymyśliłam sobie bardzo ważną sprawę związaną z otrzymaniem dyplomu kandydata nauk i poszłam do sekretarza naukowego. Od słowa do słowa przeszłyśmy do rozmowy na temat leczenia. I ja wygłosiłam prawie 20 minutowy prawdziwy wykład. Mówiłam w tym przypadku nie o metodyce leczenia, a o tym, co należy robić w procesie leczenia, tj. o "wyczynach bohaterskich" . w tym czasie podszedł do nas jej syn, też pracownik naszego instytutu. Śmiali się oni serdecznie. A ja błysnęłam takim frazesem, że po leczeniu mogę iść do telewizji i wystąpić, wcale to dla mnie nie jest takie straszne. — Jaką ty posiadasz pewność siebie — zauważyli oni. O pewności ja im nie mówiłam ani słowa, a jak dokładnie wychwycili to, co dla mnie najważniejsze.
  • Dzisiejszy dzień zapisał się wspaniałym wystąpieniem w szkole przed nauczycielami zajmującymi się wadami mowy. Uczestniczyło w nim 20 - 25 osób. Występować było mi bardzo łatwo. Opowiadałam o metodyce leczenia. Czułam się wyjątkowo spokojnie. Wszyscy słuchali z wielkim zainteresowaniem. W rezultacie moje wystąpienie trwało 40 minut. Po wystąpieniu niektórzy zaczęli bić brawo. Nauczyciele byli zadziwieni moim spokojem i wiarą w siebie. A w kwestionariuszu w punkcie "pewność siebie w czasie mówienia" - napisali - jesteśmy zachwyceni. Natomiast jedna z nauczycielek powiedziała " pani po prostu urodziła się na nowo". Ja im tych słów nie mówiłam, a oni sami zrozumieli to bardzo dokładnie.
  • Dwa dni męczyłam się w poszukiwaniu stresu. Do przechodniów podchodzić — to nie jest straszne, w sklepach o coś pytać też nie. Szkoła ta też nie powoduje stresu. Przynajmniej ta, w której występowaliśmy już kilka razy. Do innych szkół przed wyborami nas nie wpuszczają. Nudne jest takie życie. Wczoraj wieczorem rozmawiałam przez telefon z Natalią K. Dowiedziałam się, że ona miała wystąpienie w szkole. Ta wiadomość troszkę mnie ścięła z nóg: a ja co, gorsza jestem czy co? Muszę i ja pójść do szkoły. W ogóle zauważyłam, że wzajemne zwycięstwa dają bodziec do działania. Nawet nie wiem dlaczego. Być może dlatego, że nie chce się zostawać w tyle. Dlaczego po rozmowie z Natalią od razu zaczęłam dzwonić do nauczycieli i umawiać się na przeprowadzenie lekcji. Prowadziłam lekcję biologii w 6-7 klasie. Połączyli je razem, żeby było więcej ludzi. I jak powiedziała nauczycielka, powtórzenie przerobionego materiału jest zawsze z korzyścią dla uczniów. Po lekcji weszłam do dyrektora i umówiłam się z nim, że my możemy prowadzić zajęcia pozalekcyjne.

Pamiętnik podsumowujący 3,5 miesiąca leczenia.

Po pierwsze, co trzeba odnotować to spokój. Wcześniej (przed leczeniem), każde wystąpienie przeżywałam już kilka dni wcześniej i to tylko z powodu mowy. Już nie mówiąc o tym co działo się dzień przed. Wcześniej, w czasie wykładu, usiłowałam znaleźć jakikolwiek obiekt (np. cokolwiek na ścianie) żeby patrzeć na niego, a nie na słuchaczy, teraz jakby ręką odjął. Przed wystąpieniem całkowicie spokojna, w czasie wystąpienia patrzę słuchaczom prosto w oczy. Przy czym przychodzi mi to teraz z łatwością, chociaż na początku zmuszałam się.

Zmiany jakie zaszły we mnie, zauważają i inni ludzie. Szef mówi, że stałam się o wiele spokojniejsza i również zmieniłam się na twarzy. Wcześniej współpracownicy nie rozumieli mnie i pytali, czy warto było iść na takie męki, teraz mówią: - jesteś zuch, że podjęłaś się tego.- Niedawno sekretarz naukowy, którą zanudzałam dyskusjami, (wtedy mówiłam bardzo wolno),powiedziała mi że już mówię zupełnie dobrze i bardzo cieszy się z tego powodu.

Teraz realnie odczuwam "pomoc" ręki. Kiedy tylko rękę na biodro (czy na udo) położysz, to od razu rozluźniasz się, mówisz bardzo łatwo. Strachy ustępują, Czujesz że jest jakiś przewodnik, na którego możesz liczyć.

W głowie mniej wszelkich "śmieci" pozostaje. W końcu mogę myśleć o sensie tego, co mówię, a nie o tym, jak mówię i co o mnie pomyślą. Absolutnie otwarcie mogę mówić o problemie jąkania się. A jeszcze dwa tygodnie przed rozpoczęciem leczenia nie umiałam szefowi powiedzieć, że będę się leczyć. Również o składaniu wymówienia z pracy myślałam tak: żeby tylko ludzie tego wszystkiego nie widzieli. Bardzo krępowałam się, byłam zakłopotana. Teraz po takim samopoczuciu nie pozostało ani śladu.

I. K. 28 lat

Zapis przed leczeniem.

Co znaczy dla mnie moje jąkanie się?

To jest to, co paraliżuje moją wolę, wiele pragnień, dążeń i radość życia. To jest to, z czym muszę żyć, dokładniej - istnieć, i cały czas mam nadzieję, że zdarzy się cud, bo niczego innego nie mogę zaproponować. Nie mogę mówić o tym co myślę, co czuję. Najważniejsze jest to, kiedy chcę to zrobić. Mowa urywa się i plącze się język. Ciągle prześladuje mnie uczucie, że nikt mnie nie rozumie i nie jestem w stanie wyraźnie coś powiedzieć. Bardzo chciałoby się mieć mowę ubarwioną emocjonalnie, ale to za wysokie progi dla mnie.

Bardzo chcę mówić wtedy, kiedy mam potrzebę mówienia, a nie wtedy kiedy moje jąkanie pozwoli mi to zrobić. Również banalne "tak" (przez telefon) sprawia mi kłopot. Zaczynam wtedy obmyślać, jak to powiedzieć i przepowiadam "tak" już od pierwszego dzwonka telefonu. Przeważnie myślę nie o tym, co powiedzieć, a o tym, jak z siebie wykrztusić konieczną informację. Moje jąkanie zawsze biegnie przede mną, dokładniej, myśli o nim. To jest cząstka mnie, mój kompleks. Staram się nie podchodzić do lady, jeśli jest kolejka. W autobusie siadam obok kierowcy, żeby nie krzyczeć przez całą długość samochodu nazwy przystanku. Jeżeli muszę kupić coś w aptece, zawsze mam przygotowany spis potrzebnych mi lekarstw. Ciągle się asekuruję.

Czasami chce mi się wcisnąć w kąt i nigdy więcej nie rozmawiać.

FRAGMENTY Z PAMIĘTNIKA W PROCESIE LECZENIA

  • Po drodze do domu spróbowałam popracować. Lekko napinałam się i rozluźniałam. Wydychałam dźwięki w metrze, w przejściu podziemnym lekko i mocno. Szum i nikt nie słyszy. Starałam się kontrolować swoje spojrzenie. Mam nadzieję, że udaje się. W każde ćwiczenie wkładam całą swoją duszę i staję się lepsza.
  • Po zajęciach, razem z dziećmi poszłam zadawać pytania na ulicy. Przy zwracaniu się do przechodniów nie miałam problemów. Dojechawszy do metra, weszliśmy do na rynek i troszkę porozmawialiśmy przy stoisku mięsnym. W procesie zwracania się czułam się bardzo spokojnie i komfortowo, chociaż przyznam się, że doznania te, być może, są obecne dlatego, że nie jestem sama. W ostateczności dzieci pomogą mi , poprawią, wskażą na niedociągnięcia mowy.
  • Po drodze do domu próbowałam rozluźnić się. Udało się, mało nie zasnęłam. Wychodząc na ulicę, kupiłam "Komsomołkę" (gazetę). Wcześniej bardzo bałam się dźwięku "K". Z powodu pewności siebie wyrosły mi skrzydła. Teraz zaczynam rozumieć, że swoboda działania to słodkie słowo. Boję się rzucić urok, ale strach mówienia powoli ustępuje. Jest mi lekko. Pewnie podchodzę i pytam, myśli o powrocie zacięć nie mam!!!!! Myślę tylko o tym, jak wolniutko wymówić swoje pytanie. Realnie wprowadziłam swoje marzenie. Weszłam do autobusu u zapytałam kierowcę: czy dojadę do ......... On nie dosłyszał i zapytał powtórnie. Nie zacięłam się i spokojnie mu odpowiedziałam. Zadziwiające, przecież całkiem niedawno zaokrągliłyby mi się oczy, pięć razy bym chrząknęła z powodu nieoczekiwanej sytuacji i wydusiłabym z siebie cokolwiek. Wcześniej, podjeżdżając pod dom, przed wyjściem z autobusu zaczynałam kręcić się i oglądać, nerwowo chrząkać. Przyzwyczajenie . Czy wiecie co to znaczy? A teraz po prostu odwróciłam głowę i poprosiłam o zatrzymanie samochodu. Cieszy to, że w tej powolnej mowie pojawia się pewność siebie. W niej nie ma miejsca na zacinanie się. Powoli ale zaczyna odchodzić niepokój i uczucie ciężkości w piersi. Bardzo zmęczyłam się życiem w nieustannej panice i nerwowości z wrażeniem, że za chwilę coś się wydarzy. Spokój tylko mi się śnił. A teraz zaczynam się nim upajać. Powoli i po odrobince uczę się rozkoszować światem. Po prostu cieszyć się normalnym życiem, bez żadnych błędów w mówieniu, bez zastrzeżeń. Daj Bóg ......
  • Po wyjściu ze szkoły postanowiłam coś przekąsić. Kupiłam "szaurmu" (pieróg z mięsem). Problemów nie było. Również wtedy kiedy sprzedawczyni powtórzyła pytanie. Rzeczywiście, już w głowie utrwaliła się myśl, że palec ciągnie za sobą sylabę. Obecność ludzi nie peszy. Kupiwszy pieróg z mięsem, weszłam do sąsiedniego sklepu kupić wodę. Sprzedawczyni, usłyszawszy mnie, ze zdziwieniem mrugała oczami, starając się na mnie nie patrzeć, ale w końcu, wydając resztę bardzo miło się ze mną pożegnała. Mam takie wrażenie, że ludziom się wydaje, że my wkładamy niezmierny wysiłek do wypowiedzenia swoich zwrotów. Gdyby oni wiedzieli, ile energii i czasu było potrzebne jeszcze tydzień temu. I nie daj Boże, żeby ktoś czegoś nie usłyszał. W tym momencie zaczyna się walka z wiatrakami. Tak w tej rozmowie ze sprzedawczynią nie można było nawiązać rozmowy. W takim przypadku potrzebne jest wstępne przygotowanie. A teraz powoli za to pewnie, a najważniejsze spokojnie mówisz i nie czekasz, że nagle pojawi się spazm, który pociągnie za sobą następne zacięcia. Na odwrót , czekasz ruchu palca i pojawi się dźwięk. Wspaniale. Jedyny problem tj. niepoprawne stawianie akcentu. Poprawimy się.
  • Pomału przyzwyczajam się do ręki. Wczoraj wieczorem z Siergiejem zadawaliśmy dużo pytań. Na targu mierzyliśmy różne ubrania, kupowaliśmy drobiazgi, pytaliśmy o drogę. Jeżeli mówiliśmy źle, to powtarzaliśmy pytanie, wyjaśniając że my leczymy jąkanie się i to musimy robić. W metrze patrzyły na nas tłumy ludzi, kiedy jednej kobiecie zadawaliśmy pytania. A kiedy prosiłam o możliwość powtórzenia pytania, w tym momencie ona nie zrozumiała, o co chodzi, dziwiąc się, że my nie zrozumieliśmy jej odpowiedzi. Wtedy wytłumaczyliśmy, że leczymy jąkanie się. Zadziwiające, że kiedy o tym się dowiedziała, serdecznie nas wysłuchała. W każdym przypadku nikt nie odsuwał się od nas. Było nam wtedy bardzo miło. Zauważyłam również jak magiczną siłę ma uśmiech w oczach. W jakim tempie bym nie mówiła, uśmiechając się, każdy uśmiechał się w odpowiedzi. To bardzo cieszy. Po takim traktowaniu chce się podchodzić do ludzi i rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać.

PODSUMOWANIE PO 3,5 MIESIĄCACH LECZENIA

Wczoraj w pracy obchodziliśmy Nowy Rok i oczywiście ne zabrakło toastów. Zazwyczaj toasty wygłaszają jedne i te same osoby. Przy tym chętnych do wystąpienia jest mało i kierownik naszego działu zaczyna wybierać "ofiarę" , która musi koniecznie coś powiedzieć. Tym razem pierwszą "ofiarą" zostałam ja. Wcześniej nic takiego nie zdarzało się, ponieważ moi koledzy, znając mój problem, nie ruszali mnie. Ja nie będę udawać, mówiąc, że się nie denerwowałam. Tak, rzeczywiście miałam tremę. Jednak rozumiałam, że ludzie chcą wiedzieć, co zdarzyło się w ciągu 3,5 miesiąca. Mówiłam, a wszyscy mnie słuchali! Pierwszy raz wznosiłam toast w pełnej ciszy. Słuchało mnie 20 osób. Nie był to toast mówiony w kuchni do mojej koleżanki lub męża i nie były to ćwiczenia grupowe, a toast wygłaszany publicznie. Mówiłam sama i myślałam - jaka to wspaniała rzecz mówić - i teraz lubię to robić.

Podoba mi się dyskutować i rozbierać na czynniki pierwsze rożne problemy, być w centrum uwagi nie myśląc, kiedy się to skończy. Wspaniale jest, kiedy cię wszyscy słuchają. Dlaczego ludzie nie mający problemów z jąkaniem się wstydzą się wypowiadać, występować, przecież to takie cudowne.

Ktoś może powiedzieć: "Co to takiego wielkiego powiedzieć toast". Możliwe, że ma rację, ale tylko częściowo. Kiedy człowiek jest czegoś pozbawiony, niech to będzie jakiś drobiazg i nagle ten drobiazg udaje się odzyskać, to czujesz się - super!

Wszystkim bardzo spodobały się moje życzenia, wypili, przekąsili jak się należy i zaczął się ogólny zachwyt. Wszyscy jednogłośnie stwierdzili, że jestem wyleczona a ja, nawet sobie nie przypominam, ile razy splunęłam przez lewe ramię mówiąc wszystkim ile jeszcze pracy przede mną. Tylko nie zapeszcie. W sumie moi koledzy zaczęli mnie przekonywać, że już wszystko jest zrobione ponieważ już się ni jąkam. Przytoczyłam im niektóre przykłady swoich ćwiczeń mowy. Wtedy noworoczne święto zamieniło się w świetną zabawę. I tak, prawdę mówiąc, nigdy wcześniej nie przypuszczałam, że moi koledzy będą się tak cieszyć. No cóż, wszystko jest w porządku. Ja jednak rozumiem, że przede mną jeszcze orka i orka. Na tym spotkaniu najbardziej spodobał mi się toast moich współpracowników, który był skierowany do wesołych opowiadań o mojej praktyce. Toast ten był bardzo krotki:

ZA POKONANIE! ( za zwycięstwo)

I to tak dużo oznacza dla mnie.

W każdym razie, gdybym uwierzyła w realność tego wszystkiego na samym początku, nie miałabym tylu przeżyć, tylu kompleksów z powodu powolnego mówienia. Tak naprawdę, wszystko, co robiliśmy, wzbudza szacunek i uznanie otoczenia. To nasze "śpiewanie" tylko podwyższa nasz statut człowieka. Same plusy. Pozbywając się jąkania, robisz się silniejszy i pewniejszy we wszystkim i wszędzie. Przecież otaczający nas ludzie nie są głupcami i dużo szybciej zauważają to, co nie jest dostępne każdemu, a to co robimy, nie każdy może zrobić.

W naszym przypadku cel uświęca środki. Bardzo się chce zwyciężyć.

Wyszukiwarka

Aktualności

Zapraszam na konsultacje po wakacjach. Informacje pod numerem telefonu 692 825 888.